Menu

Prasa

Aktualności » Prasa

Gazeta Lubuska 11-12-03.2017

 


Gazeta Lubuska 8.03.2017

 

7.03.2017

 

 


 

Gazeta Lubuska 6.03.2017

 

 

Gazeta ,,Tygodniowa,, 21.12.2016

 


Historia inwestora, który musiał odejść z Zielonej Góry. Komu się naraził?

Piotr Bakselerowicz

10.11.2016 00:00

 

W zielonogórskiej strefie w Nowym Kisielinie na 12 ha ziemi miał stanąć energetyczny kombajn oparty o hodowlę alg. W projekt warty 54 mln zł zaangażowały się prestiżowe zagraniczne marki i kilka uniwersytetów. Ostatecznie powstanie w Sulechowie. Dlaczego? Według miasta to inwestor nie chciał czekać na zmianę studium. - To nieprawda. Zmusili nas do rezygnacji - odpowiada firma. Jak było naprawdę?

 

Głośną inwestycję zapowiedziano w 2014 r. Na 12-hektarowej działce Uniwersytetu Zielonogórskiego w strefie w Nowym Kisielinie stanąć miała nowoczesna i samowystarczalna biogazownia oparta o hodowlę alg. Morskie glony robią furorę na świecie, ogarniętym manią nowoczesnych technologii i zielonej energii. Algi wykorzystuje się do produkcji biopaliw.

 

Odtrąbiono wesołą nowinę, bo mowa o najtrudniejszym, mocno podmokłym terenie w całej strefie. W przypadku tzw. ciężkich inwestycji koszt budowy rośnie tam dwu-, a nawet trzykrotnie. Energetyczny kombajn miał wytwarzać 1,8 MW energii odnawialnej bardzo niskim kosztem. Wszystko przy współpracy Uniwersytetu Zielonogórskiego i kilku niemieckich uniwersytetów (m.in. z Bremy) oraz zagranicznych firm: Mazel, Biogas Hochreiter, Phytolutions, Sao, Rudiger Hein czy Sewald.

 

Niestety, nic z tego nie wyszło. Dlaczego? Wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk niedawno tłumaczył na forum zielonogórskiego ratusza i "Gazecie Wyborczej", że pod koniec przygotowań do inwestycji inwestor dowiedział się, że do budowy zakładu konieczna będzie zmiana studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego.

 

- Taka procedura mogłaby potrwać dwa czy trzy lata - mówił Kaliszuk. Przekonywał, że inwestor nie chciał tyle czekać, a jednocześnie nie otrzymał dotacji z Unii Europejskiej. - Poza tym mieszkańcy mogli oprotestować inwestycję, bo miał to być jednak zakład przetwarzania produktów roślinnych, co wiąże się z negatywnym wpływem na otoczenie - stwierdził Kaliszuk.

 

Grzegorz Szulc, prezes ITEO, przymierzającej się do przedsięwzięcia w Nowym Kisielinie, twierdzi jednak, że prawda jest zupełnie inna. 

 

- Zadeklarowaliśmy, że poczekamy z inwestycją do przygotowania dokumentów. Spotkała nas zaskakująca odpowiedź, że dla tak małej firmy prezydent Zielonej Góry nie będzie dokonywał zmiany studium - opowiada Szulc. - A na odpowiedź w sprawie dotacji jeszcze czekamy. W każdym razie inwestycja nie jest od niej zależna. Trudno, będziemy budować w Sulechowie - tłumaczy.

 

Kaliszuk nie mówi prawdy?

 

O tym, że warta 54 mln zł inwestycja nie powstanie w Nowym Kisielinie, Kaliszuk poinformował na sesji rady miasta w październiku. Władze miasta postanowiły bowiem, że miasto kupi od uniwersytetu wspomniane 12 ha i samo ściągnie do strefy poważnego inwestora. Radni przyklepali decyzję, aby wyłożyć na ten cel 8 mln zł z miejskiej kasy.

 

Po decyzji rady do "Wyborczej" przychodzi długi list prezesa Szulca. Tłumaczy w nim, że Kaliszuk nie powiedział radnym prawdy. - Zastanawiające jest, co skłoniło wiceprezydenta Kaliszuka do tego, by przekazać Radzie Miasta i za pośrednictwem "Gazety Wyborczej" nieprawdziwe informacje związane z naszą firmą i projektem LUKON. Można podejrzewać, że takim zachowaniem chciał przykryć niekompetencje urzędników i niechęć urzędu miasta dla innowacyjnych projektów. Dla władz miasta nie jest istotne połączenie biznesu z nauką, badania i rozwój (praktyka studentów w pracach nad nowymi technologiami). Dla władz najważniejsze jest, gdy ktoś wybuduje halę magazynową i obieca wątpliwe zatrudnienie - pisze gorzko biznesmen.

 

Stracił czas i pieniądze

 

Szulc ma żal do miasta, bo na przygotowaniach do inwestycji stracił czas i pieniądze. Przez dwa lata zdobywał potrzebne pozwolenia, wpłacił też pierwszą ratę na zakup gruntu. Na sam projekt budowy zakładu wydał 3,5 mln zł. Teraz musi przygotować go od nowa. - Mogłem starać się o odszkodowanie, ale doszedłem do wniosku, że szkoda na to czasu. Chcę skończyć inwestycję, a nie chodzić po sądach - opowiada. 

 

O tym, że zmiana studium jest potrzebna (obecny dokument w strefie dopuszcza jedynie zakłady produkujące nie więcej niż 100 kW z OZE), Szulc dowiedział się pod koniec czerwca br. od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. 

 

Niedługo później na nieoficjalnym spotkaniu między UZ i miastem miało paść stwierdzenie, że dla tak małej firmy prezydent nie zmieni studium. Bo LUKON miał dać pracę jedynie ok. 30 osobom. Nikt nie patrzył na ogromne korzyści związane z praktykami studentów, współpracą międzynarodową. 

 

- A reklamujemy się jako kraina nowoczesnych technologii - załamuje ręce Szulc. - Co gorsze, władze miasta stwierdziły, że na to miejsce sprowadzą inwestora, który da 2 tys. miejsc pracy. To mrzonki. Fabryka Mercedesa w Jaworze zatrudnia 500 osób. Poza tym to najgorszy grunt w całej strefie. Woda stoi na 30 cm. Wątpię, aby ktoś chciał tam budować fabrykę - mówi biznesmen.

Szulc: Miasto nas nie chciało

 

Prezes ITEO żali się, że żaden z urzędników wcześniej nie poinformował go o konieczności zmiany studium. - Już nie wspominając, że w miastach i gminach przychylnych inwestorom taka procedura zajmuje góra pół roku - tłumaczy. I dodaje: - Wiedzieliśmy jedynie, że niezbędna będzie zmiana planu zagospodarowania przestrzennego. I kiedy złożyliśmy wniosek, żeby go zmienić, miasto przyjęło go bez żadnych uwag! Ale mówię, i tak mogliśmy poczekać. To miasto nas nie chciało - podkreśla Szulc. 

 

- Wcześniej padały obietnice, że pozwolenie na budowę LUKON dostanie do końca września. Zresztą władze miasta na początku piały z zachwytu, że w Kisielinie powstanie taki nowoczesny projekt.

 

Kaliszuk trwa przy swoim

 

Wiceprezydent Kaliszuk twierdzi jednak, że ani o milimetr nie minął się z prawdą. - Nigdy nie padło z mojej strony stwierdzenie, że nie zmienimy studium i planu miejscowego, bo za mała firma. Poinformowaliśmy jedynie, że taka procedura może zająć dwa, trzy lata, gdyż można spodziewać się protestów mieszkańców. Inwestor wtedy zrezygnował - tłumaczy.

 

Miejskim urzędnikom nie ma nic do zarzucenia. - To inwestor powinien znać przepisy i uwarunkowania prawne dotyczące swojego projektu, przede wszystkim jego zgodność z obowiązującym studium i planem miejscowym - mówi.

 

Twierdzi, że urzędnicy obawiali się protestów mieszkańców. - Na początku firma zawarła w swoim wniosku informację, że biogazownia będzie przetwarzała także dowożoną do Nowego Kisielina gnojowicę, co doszło do mieszkańców dzielnicy. W tej sprawie interweniował u mnie jeden z radnych dzielnicy. Później - po naszym sprzeciwie - firma się z tego wycofała, ale nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami przy tego typu sprawach mieliśmy obawy, że w procesie konsultacji zmiany studium, a później planu miejscowego, pojawią się protesty mieszkańców - wyjaśnia Kaliszuk.

 

Rektor Kuczyński nie rozstrzyga

 

Fiaska inwestycji żałuje prof. Tadeusz Kuczyński, rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego. Postawy urzędników i miasta oceniać jednak nie chce. - Nie mnie w tej sprawie rozstrzygać, ale miasto przez cały czas było nam przychylne. Mocno zabiegałem o tę inwestycję, bo to bardzo ważny projekt. Szczególnie cenna wydawała się możliwość współpracy z zachodnimi uczelniami - przekonuje. Zaznacza, że oficjalne stanowisko "nie zmienimy studium" nigdy nie padło. - Nie brałem udziału w spotkaniach. Gdzieś słyszałem taką wersję, ale już nie pamiętam skąd... - mówi rektor. 

 

Prof. Kuczyński nie zgadza się jednak z tezą, że inwestycję oprotestowaliby mieszkańcy. - To nowoczesny projekt, odór miał być niwelowany. Poza tym mieliśmy jedno spotkanie z radnymi dzielnicy Nowe Miasto i nie mieli zastrzeżeń. Szkoda - tłumaczy rektor.

 

Algi będą w Sulechowie

 

O tym samym przekonany jest prezes ITEO. Też brał udział w konsultacjach. Teraz zastanawia się tylko: - Czy było zasadne ponad rok obiecywać nam współpracę i pomoc, a w rezultacie zmusić do rezygnacji z inwestycji na tym terenie? - pyta Szulc.

 

Uniwersytet zwrócił już pieniądze ITEO. Firma jest właśnie na etapie zakupu ziemi w specjalnej strefie w Sulechowie. Władze miasta przystąpiły już do prac nad zmianą planu i studium zagospodarowania przestrzennego. Ma to zająć nie dłużej niż pół roku. Podobne deklaracje składały inne samorządy od podobnych stref - w Krośnie, Nowej Soli czy Wolsztynie.


 

Prezes ITEO o słowach Kaliszuka: Omijanie prawdy, żeby nie nazwać tego dosłownie [LIST OTWARTY]

Grzegorz Szulc, prezes ITEO

2016-11-09

 

Dlaczego w strefie w Nowym Kisielinie nie powstanie energetyczny kombajn oparty o hodowlę alg? - To, co przedstawił wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk w artykule "Gazety Wyborczej" i na sesji Rady Miasta można nazwać świadomym omijaniem prawdy - pisze Grzegorz Szulc, prezes ITEO.

W odniesieniu do artykułu, który ukazał się w Gazecie Wyborczej w dniu 25.10.2016 r. pod tytułem: "8 mln zł, by kupić działki od UZ w Nowym Kisielinie. A miała być hodowla alg..."

Zastanawiające jest, co skłoniło wiceprezydenta Krzysztofa Kaliszuka do tego, by przekazać Radzie Miasta i za pośrednictwem "Gazety Wyborczej" nieprawdziwe informacje związane z naszą firmą i projektem LUKON. Można podejrzewać, że takim zachowaniem chciał przykryć niekompetencje urzędników i niechęć urzędu miasta dla projektów innowacyjnych o zasięgu międzynarodowym, powiązanych z instytucjami naukowymi.

Dla władz miasta nie jest istotne połączenie biznesu z nauką, badania i rozwój (praktyka studentów w pracach nad nowymi technologiami). Dla władz najważniejsze jest, gdy ktoś wybuduje halę magazynową i obieca wątpliwe zatrudnienie.

To, co przedstawił pan Kaliszuk w artykule "Gazety Wyborczej" i na sesji Rady Miasta można delikatnie nazwać świadomym omijaniem prawdy.

Jak to było naprawdę...

Nie jest prawdą, że wycofaliśmy się dlatego, że zmiana studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego zajęłaby - jak mówi wiceprezydent Kaliszuk - dwa albo trzy lata. Swoją drogą, w miastach i gminach, które są przychylne inwestorom, taka procedura zajmuje pół roku. Ale nie o to tutaj chodzi. O tym, że zmiana studium jest konieczna (ze względu na zapisy ustawy o planowaniu przestrzennym) dowiedzieliśmy się dopiero po niemal dwóch latach przygotowań do inwestycji od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. W Urzędzie Miasta przez dwa lata nikt nas o tym nie poinformował. Pytanie brzmi: Czy władze miasta i miejscy urzędnicy nie powinni znać kluczowych ustaw? Istotą sprawy jest jednak fakt, że to władze miasta zmusiły nas do rezygnacji z inwestycji - to prezydent stwierdził, że nie będzie zmieniał studium dla tak małej firmy (zatrudnienie na poziomie ok. 30 osób).

Więcej o tej sprawie czytaj w czwartek w Magazynie Lubuskim zielonogórskiej "Wyborczej" oraz na stronie www.zielonagora.wyborcza.pl

Nie jest też prawdą, że projekt LUKON jest uzależniony od unijnej dotacji, jak mówi pan Kaliszuk. Firma posiada bowiem środki własne prywatnych inwestorów i gwarancje bankowe. Odpowiedzi na nasz wniosek o dotację z UE jeszcze nie otrzymaliśmy, ale bez względu na to, jaka będzie, i tak przeprowadzimy zaplanowaną inwestycję. Wybraliśmy specjalną strefę w innej Gminie i przygotowujemy się do zakupu gruntu. Zmiana studium ma potrwać pół roku.

Nie rozumiem także skąd słowa o ewentualnych protestach mieszkańców. W pierwszych dniach lutego 2016 r. wraz z Uniwersytetem Zielonogórskim przeprowadziliśmy konsultacje społeczne z radą dzielnicy Nowy-Stary Kisielin na temat planowanej inwestycji. Wniosek z konsultacji wpłynął do Urzędu Miasta bez protestu.

Miał być lubuski produkt eksportowy

Nasza firma przez dwa lata, przy dużym wsparciu UZ i Urzędu Marszałkowskiego, krok po kroku realizowała projekt LUKON (czyli Lubuskie Konsorcjum, powołane 17 marca 2014 r.) Ideą tego konsorcjum było opracowanie naszego polskiego, lubuskiego produktu eksportowego. Firma ITEO od razu przystąpiła do prac projektowych. 12 czerwca 2015 r. kupiła (wpłacając pierwszą ratę) teren 11,6 ha od uczelni. Pozostałą kwotę ITEO miała wpłacić po otrzymaniu pozwolenia na budowę.

Prace projektowe wymuszają na inwestorze konieczność posiadania szeregu pozwoleń, decyzji koniecznych do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę. I tak 13 października 2015 r. złożyliśmy do prezydenta miasta wniosek o wydanie uwarunkowań środowiskowych, jednak z dniem 8 grudnia 2015 r. prezydent odmówił nam wydania decyzji środowiskowej ze względu na niezgodność z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) w zakresie składowania na tym terenie surowców wtórnych, mogących być źródłem zapylenia i zanieczyszczenia powietrza oraz innych zagrożeń. Należy tutaj zaznaczyć, że nie ma w tej odmowie nic na temat wspomnianej ustawy z dnia 5 lutego 2015 r. o planowaniu przestrzennym w gminie (o tym za chwilę).

14 grudnia 2015 r. skierowaliśmy do prezydenta wniosek o zmianę MPZP z dokładnym opisem i planem zagospodarowania planowanej inwestycji, zmieniając koncepcję projektu tak, żeby uwzględniał uwagi zawarte w odmowie. Wniosek przyjęto bez uwag.

Wiele pracy na marne

W okresie od czerwca 2015 r. do sierpnia 2016 r. ITEO wystąpiło do Urzędu Miasta, i nie tylko, z wieloma wnioskami o wydanie decyzji i pozwoleń dotyczących terenu planowanej inwestycji. Prezydent miasta i instytucje państwowe wydały nam między innymi: a) zgodę na włączenie do terenów inwestycji drogi dzielącej działkę oznaczoną symbolem 8KDW, b) decyzję ZWiK o przyłączeniu nieruchomości (przedmiotowej działki) do sieci wodociągowej, c) warunki przyłączenia planowanej inwestycji do sieci ENEA, d) zgodę od prezydenta miasta (bez uwag) na przebudowę rowu melioracji wodnej na terenie planowanej inwestycji, d) zgodę prezydenta miasta na lokalizację dwóch zjazdów publicznych z drogi wewnętrznej na teren planowanej inwestycji, e) zgodę na likwidację odcinka rowu znajdującego się na terenie planowanej inwestycji i zgodę na wykonanie nowego.

Zgodnie z obietnicą władz miasta, firma miała otrzymać decyzję środowiskową i decyzję na budowę do końca września 2016 r.

Jak bardzo zależało nam na tej lokalizacji

Firma ITEO przy współpracy z wieloma partnerami wykonała projekt budowlany, który był już gotowy do złożenia w czerwcu 2016 r. celem uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę na terenie w Parku Technologicznym. Samo wykonanie projektu na działce zakupionej od UZ - bez kosztów zakupu gruntów - kosztowało ITEO 3,5 mln zł. Należy również wspomnieć, że w tym okresie od czerwca 2015 r. do czerwca 2016 r. odbyło się kilka spotkań w Urzędzie Miasta z udziałem UZ, władz miasta, kierowników działów odpowiedzialnych za planowanie i realizacje inwestycji na terenie miasta. W jednym z takich spotkań uczestniczył osobiście pan Kaliszuk, który starał się znaleźć alternatywne rozwiązanie na szybkie wejście naszej firmy wraz z rozpoczęciem prac budowlanych.

Przedstawiłem Państwu ten ciąg wydarzeń, aby pokazać jak daleko byliśmy zaangażowani w realizację projektu LUKON w Nowym Kisielinie przy ogromnym wsparciu UZ, uczelni zagranicznych, Urzędu Marszałkowskiego,

Zmusili nas do rezygnacji

Jak to się stało, że zostaliśmy zmuszeni do zmiany lokalizacji naszego projektu LUKON? 28 czerwca 2016 r. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gorzowie Wlkp. poinformowała Urząd Miasta - który zwrócił się o opinię projektu zmian MPZP - o tym, że na terenie kupionym od UZ pod projekt LUKON nie może powstać zakład, który produkuje energię elektryczną więcej jak 100 kW z OZE (projekt LUKON produkuje 1.8 MW) To ograniczenie wynika ze wspomnianej już wcześniej ustawy (DZ. U. z 2015 r. poz. 199 ze zmianami). Ustawa ta weszła w życie 5 lutego 2015 r. Stąd nasze pytanie: czy urzędnik nie powinien znać tak ważnej i nowej ustawy? Czy było zasadne ponad rok obiecywać nam współpracę i pomoc, a w rezultacie zmusić do rezygnacji z inwestycji na tym terenie?

Zwróciliśmy się z UZ do prezydenta miasta o zmianę Studium Uwarunkowań Zabudowy i MPZP dla naszego terenu i złożyliśmy deklarację, że poczekamy z inwestycją do przygotowania dokumentów. Spotkała nas zaskakująca odpowiedź, że dla tak małej firmy prezydent Zielonej Góry nie będzie dokonywał zmiany Studium i MPZP. To, co można opracować i wprowadzić w innych miastach czy gminach, przychylnych inwestorom z innowacyjnymi pomysłami w sześć miesięcy, naszemu prezydentowi zajmuje 2-3 lata. Dlaczego nie ma tak nowatorskiej inwestycji LUKON (o wartości 54 mln zł) i produkcji alg na terenie Nowego Kisielina, pozostawiam do państwa przemyśleń.

 


 

GAZETA WYBORCZA 28.04.2016

 

 

 


http://lubuskie.pl/news/18410/16/Znamy-najlepszych-menadzerow-roku-2015/

Profesjonalizm, rzetelność, wiarygodność, przewidywalność i przede wszystkim skuteczność – to cechy najlepszych lubuskich menadżerów 2015 roku, których poznaliśmy podczas gali w Lubuskim Centrum Winiarstwa w Zaborze. - Gratuluję Państwu wyboru dokonanego przez Waszych pracowników, przez ludzi z Waszego otoczenia, ponieważ te wybory świadczą nie tylko o sprawności ekonomicznej i biznesowej, ale także o społecznej wrażliwości, że dążąc do rozwoju firmy, nie zapominacie o ludziach - mówił Bogdan Nowak, członek zarządu województwa.

 


 

Menadżer Roku 2015. Nagrodziliśmy najlepszych szefów lubuskich firm

 

foto: Mariusz Kapała

http://www.strefabiznesu.gazetalubuska.pl/artykul/menadzer-roku-2015-nagrodzilismy-najlepszych-szefow-lubuskich-firm


 

Spółka ITEO kupiła 12 ha na terenie uniwersyteckiego parku naukowo-technologicznego, w Nowym Kisielinie. Powiedzmy od razu, kupiła teren o niskiej przydatności budowlanej, bardzo podmokły. Ale dla szefa ITEO, Grzegorza Szulca, nie miało to większego znaczenia. Postanowił bowiem wybudować w jednym miejscu ekologiczny kompleks, którego głównym celem ma być produkcja prądu z alg.

Algi to biomasa, którą możnawykorzystać jako paliwo w energetyce, ale to również ogromna ilość protein i biooleju. Dla porównania: 1 ha kukurydzy daje od 15 do 17 ton suchej masy. Tymczasem 1 ha alg daje ok. 300 ton suchej masy. Tę biomasę algową wykorzystamy jako wsad do biogazowni. Po przeprowadzeniu fermentacji beztlenowej i spaleniu biogazu w silnikach gazowych, otrzymamy energię elektryczną i cieplną – tłumaczył G. Szulc.

Skąd się wezmą algi w Nowym Kisielinie?

Nasze algi będą rosnąć w specjalnych basenach. Takich zadaszonych zbiorników wybudujemy 28. Ich łączna powierzchnia zajmie prawe 3.800 mkw. Ale wody potrzebować będziemy niewiele. Tyle, żeby zainicjować cały proces i uzupełniać braki – uchylił nam rąbka tajemnicy prezes spółki.

Budowa kompleksu ma się zakończyć do końca przyszłego roku. Pracę dostanie w nim od 30 do 40 osób. I choć prace nad inwestycją dopiero trwają, ITEO już może się pochwalić sporym sukcesem.

Kapituła Polskiej Nagrody Innowacyjności, przyznawanej przez Polską Akademię Przedsiębiorczości, wręcz zachwyciła się projektem zielonogórskiej spółki, uznając go za wyjątkowy nie tylko w skali Polski, ale wręcz całej Europy. Nikt bowiem nie skupił dotąd w jednym miejscu wszystkich odnawialnych źródeł energii, zamykając je w jednym systemie.

O tegoroczną Polską Nagrodę Innowacyjności zabiegało kilkaset firm i instytucji.  

źródło: Łącznik Zielonogórski

 

 

 


http://www.lzg24.pl/artykul/aktualnosci-solectwa/nowy-kisielin/tani-prad-z-glonow-i-energii-slonecznej


http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35182,17917357,UZ_sprzedal_12_ha_ziemi_w_Nowym_Kisielinie__Obok_stanie.html#ixzz3a7vrubYD

 

ITEO, firma specjalizująca się w energii odnawialnej, kupiła od zielonogórskiej uczelni 12 ha ziemi w Parku Naukowo-Technologicznym w Nowym Kisielinie. Niedługo w jej sąsiedztwie stanie "energetyczny kombajn".
Produkcja energii odnawialnej stanie się możliwa dzięki projektowi LUKON (Lubuskie Konsorcjum Innowacyjnych Technologii Energii Odnawialnych). Opracowała go spółka ITEO. To swego rodzaju "kombajn energetyczny", który ma znacznie obniżyć koszty wytwarzania energii. Projekt zakłada połączenie kilku ściśle ze sobą współpracujących zakładów: biogazowni, zakładu produkcji peletu lub nawozu, stacji hodowli alg, farmy fotowoltaicznej, wytłaczarki oleju i lipidów, separatora masy pofermentacyjnej oraz suszarni.
System został zgłoszony jako patent na wynalazek. W realizacji projektu pomóc mają dotacje z unijnych funduszy. Na razie ITEO zakupiła od zielonogórskiej uczelni 12 ha ziemi w Parku Naukowo-Technologicznym w Nowym Kisielinie. Zapłaciła za to ok. 8 mln zł. Firma będzie tam uprawiała algi, które posłużą jako wsad do biogazowni. Po przeprowadzeniu ich fermentacji oraz spaleniu powstanie energia elektryczna oraz cieplna.
Do współpracy oprócz UZ, zaproszono Uniwersytet Bremeński (Niemcy) oraz firmy: Mazel, Biogas Hochreiter, Phytolutions, Sao, Rudiger Hein, Sewald. Uczelnie odpowiadać będą za badania naukowe, analizę rynków i opracowywanie innowacyjnych technologii, a ITEO i współpracujące przedsiębiorstwa będą wdrażać te rozwiązania w życie.
Firma ITEO specjalizuje się w innowacyjnych technikach energii odnawialnej. Współpracuje z wieloma firmami na polskim i niemieckim rynku branży ekologicznej. 

 


Dziś w Gazecie Wyborczej w dodatku Biznes Plus artykuł o naszej firmie. 

 

 


Radio Zachód wywiad z dnia 6.03.2015

 

http://www.zachod.pl/radio-zachod/serwis-informacyjny/region/w-nowym-kisielinie-chca-produkowac-prad-z-glonow/


ARTYKUŁ: Gazeta Wyborcza  29.10. 2012

Jak z kupy zrobić pieniądze? Lubuski rolnik potrafi. 

Nasz region staje się potentatem w budowie biogazowni. W całej Polsce jest osiem takich urządzeń, z czego dwa w Lubuskiem. Wczoraj rozpoczęła siębudowa trzeciej.

 - Po ponad trzech latach starań, w końcu udało się - cieszy się Ryszard Maj, rolnik z Klępska. Głównie zajmuje się hodowlą świń. Samych macior ma 650. Wczoraj obok swej farmy trzody chlewnej zakopał akt erekcyjny budowy nowoczesnej biogazowni. Za pół roku z jego gospodarstwa do sieci energetycznej popłynie 1 MW energii.

Skąd pomysł? - Od początku swej działalności, czyli od 2003 r. miałem problem z zagospodarowaniem gnojowicy z produkcji tuczników. A druga sprawa to chęć zarobku - przyznaje rolnik. Długo starał się o wszelkie pozwolenia na postawienie biogazowni, potem czekał na rozdanie unijnych dopłat. Wreszcie mógł przekazać plac budowy głównemu wykonawcy - firmie Pol-Aqua. Technologia biogazowni to dzieło niemieckiej Biogas Hochreiter, elektrownię postawi Greenvironment, a nad całością inwestycji będzie czuwała babimojska firma ITEO. 

 Główny zbiornik będzie miał 42 m średnicy, 6 m wysokości. Jednorazowo zmieści się w nim 10 tys. ton odpadów. Codziennie trzeba dosypywać kilkadziesiąt ton, aby zachować ciągłość produkcji. W ciągu roku taka biogazownia może przerobić nawet 20 tys. ton obornika, gnojowicy, kiszonki z kukurydzy, wysłodków buraczanych, odchodów kurzych, czyli odpadków, z którymi dotychczas rolnicy mieli problem. W zbiorniku dochodzi do reakcji chemicznych, w wyniku których powstaje metan. Ten po oczyszczeniu trafia do nowoczesnych mikrogazturbin i wytwarzana jest energia. Ciepłem będzie ogrzewana chlewnia, a prąd trafi do sieci energetycznej. Cała biogazownia zajmie 1,6 ha i będzie kosztowała 17 mln zł. Jak zapewnia Jan Bitka z ITEO, biogazownia nie śmierdzi, jest całkowicie bezpieczna dla otoczenia, w dodatku będzie wkopana niemal w całości w ziemię, więc nie będzie ingerowała w krajobraz.

To nie pierwsza biogazownia w Lubuskiem. Jako pierwszy w ekologiczną technologię zainwestował rok temu Giulio Piantini w swej farmie krów w Kalsku. Ma tam 1,5 tys. ha ziemi i 2 tys. krów. - Produkujemy 1 MW energii. Na razie sprawdza się znakomicie. Nie ma już problemu z odpadami, ochrania się środowisko, a dodatkowo można zarobić - mówi Piantini. 

 

   Jak wylicza Władysław Piasecki z Krajowej Rady Izb Rolniczych, w Polsce jest osiem biogazowni, które produkują od 0,4 do 2 MW energii. W Lubuskiem już są dwie: w Niedoradzu produkująca 0,4 MW i właśnie w Kalsku. - Jesteśmy prawdziwymi prekursorami w kraju pod tym względem. Za pół roku tylko w jednej gminie będą dwie duże biogazownie. Kolejne są planowane, bo rolnicy sa zainteresowani. Zostawiamy resztę Polski daleko w tyle - mówi Piasecki.

Wbijaniu pierwszych łopat przyglądali się nie tylko zaproszeni notable, ale i rolnicy. Michał Pietrasik ze Świebodzina gospodarstwo prowadzi z ojcem. Na 2 tys. ha po byłej farmie byków w Rzeczycy uprawiają zboża, rzepak i kukurydzę. Wkrótce chcą też postawić biogazownię. - Teraz produkcja kukurydzy na ziarno jest nieopłacalna, ale mając biogazownię można na kukurydzy zarobić. To dobra inwestycja na lata - mówi młody rolnik.

Jak się okazuje biogazownia to nie tylko "zielona" energia, ale też ekologiczny nawóz, który powstaje z humusu pofermentacyjnego. - Częściowo wykorzystamy go na swoich polach, a połowę będziemy suszyć i sprzedawać w peletach jako nawóz, który można stosować w przydomowych ogródkach - tłumaczy Ryszard Maj.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra